Od dawna słyszałam, że podają w tu dobre jedzenie. Że sami robią makaron. Że zwykle jest w tu dużo ludzi, a kuchnia naprawdę oddaje japońskie klimaty. Ale dopiero gdy przeszłam koło okna Uki Uki, uwierzyłam, że warto przemóc swój strach przed pałeczkami. Większość klientów, których zobaczyłam zza zaparowanego okna była Azjatami. A skoro tak, to warto tu przyjść i przekonać się jak smakuje prawdziwa japońska kuchnia!

Gdy idę zjeść na miasto, zawsze kieruję się 2 zasadami. Sprawdzam czy miejsce wygląda przyjemnie i czy są w nim ludzie. Pożądanym stanem jest przytulne miejsce z przyzwoitą ilością ludzi. To oznacza, że jedzenie w środku będzie dobre i warte swojej ceny. Ale w przypadku egzotycznej kuchni, wystarczy tak naprawdę tylko jedno pytanie. Czy w restauracji są osoby z kraju, którego kuchnię chcesz zjeść? Jeśli tak, to wiedz, że jesteś w dobrym miejscu!

Tak właśnie było z Uki Uki – japońską fabryką makaronu na Kruczej. Na wejściu już można zauważyć, że jest tu mniej Polaków niż w innych miejscach. Dopuszczam do siebie myśl, że powodem takiego stanu rzeczy mogą być też pałeczki, którymi trzeba tu jeść potrawy o wiele trudniejsze do chwycenia niż sushi. Ale na to też jest rada – zaraz o tym napiszę.

IMG_1557

IMG_1546

IMG_1571

Co zjesz w Uki uki

Podstawą karty jest udon czyli japoński makaron z mąki pszennej, wody i soli. Składniki brzmią klasycznie, ale w zwinnych rękach kucharzy z Uki Uki tworzy się z nich egzotyka. Kluchy są grubiutkie, zaskakująco sycące i niewyobrażalnie długie. Klasycznie podawane w bulionie, który nadaje im charakterystycznego smaku umami.

Jeśli decydujesz się na udon, będziesz mógł wybrać spośród kilku rodzajów bulionów i dodatków. W moim przypadku wybór padł na Kama-age udon i warzywa w tempurze, czyli kakiage. I takie danie bardzo polecam! Pokrojone w słupki i otoczone w cieście warzywa były przepyszne! Ubawiłam się też przy przekładaniu makaronu z drewnianej misy wypełnionej wodą do miseczki z bulionem.

Osobom, które nie wyobrażają sobie obiadu bez mięsa, polecam z kolei Buta Shabu Udon. To rosół wieprzowy z duszoną karkówką, cebulą i sosem sukiyaki, który Internet wychwala pod niebiosa. Jest to też pozycja polecana na Zomato, myślę więc, że warto sprawdzić czy tłum ma rację 😉

Jeśli udony do Was nie przemawiają, możecie też spróbować innych pozycji z karty – ramenów, sałatek czy tradycyjnych japońskich deserów. Ja na pewno wrócę spróbować lodów z dodatkiem herbaty matcha!

Snapseed

Jedzenie pałeczkami

W Uki Uki wszyscy jedzą pałeczkami. I choć do zupy dostaje się też wielką łyżkę, to nijak nie pomaga ona w przetransferowaniu śliskiego makaronu do bulionu i potem do ust. Jak więc sobie z tym poradzić?

  • Przede wszystkim pamiętaj, że łyżkę dostajemy po to, by pić nią bulion, a pałeczki służą do jedzenia stałego jedzenia – makaronu i dodatków. Im szybciej się z tym pogodzisz, tym mniej ludzi oblejesz.
  • Nie bój się pytać obsługi o radę. Niejedno już widzieli i niejednej osobie tłumaczyli jak się je pałeczkami.
  • Jeśli naprawdę nie dajesz rady i masz poczucie, że tylko się męczysz – poproś obsługę o pałeczki dla początkujących. Dostaniesz pałeczki złączone na końcach plastikowym klipsem. Pójdzie Ci wtedy znacznie szybciej 😉

IMG_1534

Doświadczenie zamiast obiadu

Rzadko mi się zdarza wyjść z restauracji i stwierdzić, że “dobrze się bawiłam”. A tak właśnie było w Uki Uki. Straszliwie podobało mi się to, że mogłam porozmawiać z kelnerem o japońskiej kuchni i usłyszeć co, z czym i dlaczego. Urzekły mnie malutkie moździerze z sezamem, które każdy klient dostawał przed otrzymaniem dania. Zadziwiły mnie malutkie białe pigułki, które polane wodą okazywały się zminiaturyzowanymi chusteczkami do wyczyszczenia rąk. Byłam zafascynowana, a jeszcze nie zdążyłam nic zjeść!

A że nie znam zbyt dobrze japońskiej kuchni, to samo jedzenie też było bardzo ciekawym doświadczeniem. Dania były podane w zupełnie inny sposób, niż taki, do którego jestem przyzwyczajona, a pałeczki wymagały dużej precyzji i skupienia. To zupełnie inny sposób jedzenia niż zjedzenie czegoś w biegu na mieście. Choć w Uki Uki jest za duży tłok, by mówić o wielkich rytuałach, to trzeba przyznać że w takim jedzeniu faktycznie jest coś z celebracji. Niezbyt dużo mamy tego na co dzień w pędzącej stolicy, więc to też oceniam na plus!

 

Choć nie jestem fanką azjatyckiej kuchni, to z checią wrócę do Uki Uki i spróbuję kolejnych zakręconych dań. Może nawet dam szansę kultowemu mięsnemu Buta Shabu Udon! Dzięki Uki Uki przełamalam w sobie opór przed jedzeniem pałeczkami i przypomniałam jak ciekawe może być próbowanie nowych kuchni. Mam nadzieję, że u Ciebie zadziała to podobnie 😉

* Zjedzenie w Uki Uki jest punktem 3. na mojej liście 100 rzeczy do zrobienia w Warszawie w 2018 roku. Chcesz zobaczyć całą listę? Przejdź tutaj -> Lista

 

Spodobał Ci się wpis i chcesz być na bieżąco z pomysłami na ciekawe spędzanie czasu w Warszawie?

Polub No chodź, będzie fajnie na Facebooku!